20150703_184447Dużo sukcesów i trochę problemów – tak można podsumować pierwszy miesiąc programu mieszkań treningowych prowadzonego przez Fundację po DRUGIE w Warszawie. Wśród uczestników i uczestniczek są tacy, którzy w dorosłość startują jak burza, ale są również osoby, którym sprawia to niemały kłopot.

Od lipca młodzież, która opuściła placówki resocjalizacyjne przebywa w mieszkaniach treningowych prowadzonych przez Fundację po DRUGIE. Jest to pierwszy tego typu projekt w Polsce, w ramach którego dziewczęta i chłopcy po zakładach poprawczych, młodzieżowych ośrodkach wychowawczych, schroniskach dla nieletnich otrzymują dach nad głową i pomoc opiekuna mieszkań oraz całego zespołu organizacji.

Młodzież, która trafia do mieszkań podpisuje kontrakt, w ramach którego zobowiązuje się partycypować w kosztach utrzymania (są one niższe niż wynajęcie mieszkania na wolnym rynku i ułatwiają start) i przede wszystkim zobowiązuje się działać na rzecz własnej samodzielności. Mieszkają sami, opiekun jest osobą dochodzącą. Stara się pełnić rolę asystenta i przyjaciela i tworzyć taką atmosferę wokół swojej pracy by mieszkania nie kojarzyły się z placówką.

– Uruchamiając projekt zakładaliśmy, że podstawową kwestią jest aktywizacja zawodowa – mówi Agnieszka Sikora z FpD. – Problem w tym, że nie wszyscy młodzi ludzie, którzy do nas trafili byli gotowi do podjęcia pracy.

Główną barierą są uzależnienia.

– Cała grupa otrzymała możliwość udziału w terapii – dodaje Agnieszka Sikora. – Niestety część z nich nie jest w stanie zmierzyć się z nałogiem w systemie otwartym. Niezbędna jest zamknięta terapia, a jak wiadomo wcale nie jest łatwo się do niej przekonać.

Nie ma możliwości by młody, uzależniony od narkotyków i dopalaczy człowiek, dla którego najważniejszą sprawą w życiu jest mieć do nich dostęp i być na tzw. haju, wykonał chociażby najprostsze zadania związane z procesem usamodzielnienia. Cały jego świat kręci się bowiem wokół używek.

– To był dla nas duży cios – mówi Wojciech Cychowski, który odpowiada za mieszkanie chłopców. – Jeden z chłopców już w pierwszym tygodniu zaliczył „wpadkę” z narkotykami. Inny cały czas próbował przed nami ukrywać, że również się z nimi nie rozstał.

Kontakt z określonym środowiskiem i w zasadzie nieograniczona dostępność do „towaru” sprawia, że pokusa jest zbyt silna.

– Z dwoma chłopcami musieliśmy rozwiązać współpracę – mówi Agnieszka Sikora. – To przykre, bo naszym zadaniem jest przede wszystkim im pomóc, ale tak długo jak nie uporają się ze swoim uzależnieniem, nie możemy zbyt wiele zrobić. Proponowaliśmy im udział w zamkniętych terapiach, opiekun mieszkań osobiście zawiózł jednego z nich na diagnozę psychiatryczną, ale by skorzystać z pomocy trzeba mieć chęci, na które my już nie mamy wpływu.

Do placówek resocjalizacyjnych trafia wielu młodych ludzi, którzy mają problem z alkoholem czy narkotykami. Niestety w ośrodkach brak jest wystarczających oddziaływań w tym zakresie, a bez wątpienia duża część tych młodych ludzi wymaga bardzo specjalistycznej pomocy. Oddziaływania wychowawcze to nie wszystko, gdy mamy do czynienia z osobą uzależnioną.

– W Polsce jest tylko jeden zakład poprawczy dla uzależnionych chłopców. Jest on również przeznaczony dla chłopców z HIV/AIDS. To połączenie wydaje się być reliktem z poprzedniej epoki – mówi Agnieszka Sikora. – A gdzie podobne placówki dla dziewcząt? Czy dziewczęta nie uzależniają się od środków psychoaktywnych?

Dwoje uczestników programu mieszkań treningowych, którzy również są uzależnieni, ale od miesięcy nie biorą, uczęszcza na terapię w Centrum Leczenia Uzależnień „Mały Rycerz”.

– Podjęliśmy stałą współpracę z tą placówką – dodaje Wojciech Cychowski. – Młodzież ma otwartą drogę do korzystania z pomocy terapeutycznej i jak na razie są chętni. Staram się ich w tym wspierać, ale jednocześnie dyskretnie przypominam o kolejnych spotkaniach.

W mieszkaniach łącznie może przebywać sześć osób, nad którymi czuwa dwoje opiekunów.

– Wydawałoby się, że to doskonały układ. Jeden opiekun na trzy osoby to luksus w Polskich warunkach – mówi Marzena Kurcińska, która pracuje z dziewczętami, a wcześniej wykonywała pracę kuratorki. – Pracując dla sądu miałam więcej rodzin i osób pod swoją kuratelą, ale miała ona nieco inny charakter. W mieszkaniu są tylko trzy dziewczyny, jednak ilość spraw, potrzeba stałych kontaktów jest tak duża, że czasem czuję się jakbym zajmowała się kilkudziesięcioosobową grupą.

– Trzeba być na posterunku 24 godziny na dobę – dodaje Wojciech Cychowski. – Ostatnio jedna z dziewczyn zgubiła klucz. To był środek nocy, wracała z pracy i nie miała jak się dostać do mieszkania. Wszyscy spali, a my nie mogliśmy przecież dopuścić by spędziła noc na ulicy. Musiałem wstać z łóżka, wsiąść na motor i otworzyć jej drzwi.

Młodzież, która trafiła do mieszkań w zasadzie nie miała niczego – poza skończonym „jakimś” etapem edukacji, często bez przygotowania zawodowego. Nie była przyzwyczajona do prostych spraw jak chociażby do tego, żeby posiadać bilet komunikacji miejskiej.

– Wydawałoby się, że to nie jest jakiś wielki problem. Wystarczy kupić bilet miesięczny i mieć go przy sobie – mówi Marzena Kurcińska, – ale brak pewnych nawyków powoduje, że bilety giną, są zostawiane w domu. Problem zaczyna się, gdy przychodzą wezwania do zapłaty. Dlatego naszą pracę traktujemy jak działanie u podstaw. Musimy dużo rozmawiać i wyjaśniać sporo oczywistych kwestii.

– Któregoś dnia pytam dziewcząt jak często robią pranie – opowiada Agnieszka Sikora – i słyszę, że codziennie chodzi u nich pralka! Rozumiem, gdyby w domu było małe dziecko, albo nawet gromadka małych dzieci, a tu trzy dorosłe dziewczyny! Trudno mi powiedzieć czy to codzienne pranie jest związane z radością posiadania własnej pralki i własnego kąta czy może raczej jest to brak umiejętności świadomego zarządzania domem. Może to także jakiś efekt pobytu w placówce, gdzie w gruncie rzeczy wychowanek czy wychowanka nie musi liczyć się z kosztami i dostaje pełen pakiet niezbędnych rzeczy – jedzenie, własne łóżko i czystą pościel, ubrania.

Przez pierwszy miesiąc udało się jednak wiele zrobić. Aż czworo mieszkańców podjęło pracę zarobkową, troje zapisało się do szkoły i zamierza kontynuować naukę od września, dwoje uczęszcza na terapię uzależnień. Młodzież ma dostęp do pomocy psychologicznej, psychiatrycznej, doradcy zawodowego. 

– Jesteśmy w stałym kontakcie z Warszawskim Centrum Pomocy Rodzinie, które zajmuje się procesem usamodzielnienia byłych wychowanek i wychowanków i oferuje cały pakiet wsparcia systemowego. Nawiązaliśmy współpracę z ośrodkami pomocy społecznej – dodaje prezeska organizacji. – Myślę, że w ciągu minionego miesiąca wykonaliśmy naprawdę tytaniczną pracę, ale przede wszystkim cieszy nas, że do tej pracy są gotowi młodzi ludzie. Osiągają swoje wydawałoby się małe sukcesy, ale my wiemy, że mają one gigantyczny wymiar. Nie jest łatwo być dorosłym, szczególnie gdy ma się dopiero osiemnaście lat.

Projekt mieszkań treningowych jest współfinansowany ze środków Urzędu m.st. Warszawy. Został również objęty honorowym patronatem Rzecznika Praw Dziecka. 

logo_biale_wspolfinansowanie

Zapisz

Zapisz